Jednym z najtrudniejszych doświadczeń w relacjach nie jest wcale bliskość. Dla wielu osób znacznie trudniejsze okazuje się pozostanie sobą wtedy, kiedy druga osoba przestaje się z nami zgadzać.
Możemy mieć własne zdanie, wiedzieć, czego chcemy i być przekonani, że znamy siebie. Dopóki jesteśmy sami, wszystko wydaje się jasne. Dopiero kiedy pojawia się ktoś ważny i mówi: „Ja widzę to inaczej”, coś w nas zaczyna się poruszać. Nagle zastanawiamy się, czy może jednak nie mamy racji. Zaczynamy tłumaczyć swoje stanowisko, łagodzić je, wycofywać się albo przeciwnie — próbujemy przekonać drugą osobę, że to ona się myli.
Dlaczego różnica między nami a drugim człowiekiem może być tak trudna do zniesienia?
Być może dlatego, że dla części z nas różnica nigdy nie była tylko różnicą. Była sygnałem zagrożenia dla więzi.
W dzieciństwie uczymy się nie tylko tego, kim jesteśmy. Uczymy się również, co dzieje się z relacją, kiedy jesteśmy inni. Czy można mieć własne zdanie i nadal być kochanym? Czy można powiedzieć „nie” i nadal należeć? Czy można się złościć, rozczarować rodzica, wybrać inną drogę i wrócić później do tej samej relacji?
W niektórych rodzinach różnica jest czymś naturalnym. W innych szybko staje się źródłem napięcia. Ktoś się obraża, ktoś zaczyna atakować, ktoś milczy, ktoś cierpi, a ktoś inny natychmiast próbuje przywrócić spokój. Dziecko bardzo szybko uczy się wtedy, że relacja ma swoją cenę. Jeśli chcesz należeć, musisz wiedzieć, kiedy ustąpić. Jeśli chcesz być blisko, musisz uważać. Jeśli ktoś jest niezadowolony, być może to Ty powinnaś coś zrobić.
I właśnie tutaj zaczyna się interesujący paradoks. Możemy dorosnąć i być przekonani, że jesteśmy niezależni, podczas gdy całe nasze życie nadal organizuje pytanie: „Co muszę zrobić, żeby inni byli ze mnie zadowoleni?”
Murray Bowen nazywał zdolność do pozostawania sobą przy jednoczesnym pozostawaniu w relacji różnicowaniem siebie. Nie chodzi w nim o to, żeby przestać potrzebować innych ani żeby stać się emocjonalnie niezależnym od wszystkich. Nie chodzi też o obojętność: „Ty masz swoje zdanie, ja mam swoje i nic mnie to nie obchodzi”.
Różnicowanie jest trudniejsze. Oznacza możliwość powiedzenia: „Jesteś dla mnie ważna i jednocześnie nie muszę myśleć tak jak Ty”. „Widzę, że jesteś rozczarowana, ale nie muszę natychmiast zrezygnować z siebie, żeby Twoje rozczarowanie zniknęło”. „Nie chcę tego zrobić i nadal zależy mi na naszej relacji”.
To właśnie dlatego różnicowanie najlepiej widać w relacji. Nie wtedy, kiedy jesteśmy sami i wszystko wydaje się jasne, ale wtedy, kiedy pojawia się napięcie.
Grupa terapeutyczna staje się pod tym względem bardzo ciekawym miejscem. Jest małym systemem relacyjnym, w którym spotykają się osoby o różnych historiach, temperamentach, potrzebach i sposobach reagowania. Nie musisz tylko opowiadać o tym, że trudno Ci stawiać granice. Możesz któregoś dnia zauważyć, że ktoś mówi coś, z czym się nie zgadzasz, a Ty masz ochotę natychmiast się wycofać. Możesz poczuć, że ktoś jest Tobą rozczarowany i zobaczyć, jak szybko pojawia się potrzeba naprawienia sytuacji. Możesz zauważyć, że zaczynasz opiekować się innymi, zanim w ogóle sprawdzisz, co dzieje się z Tobą.
Grupa nie tworzy tych zachowań. One były tam wcześniej. Grupa sprawia tylko, że stają się widoczne.
I być może właśnie dlatego doświadczenie grupy może być tak transformujące. Możesz zobaczyć siebie nie tylko w opowieści o własnym życiu, ale w czasie rzeczywistym, w kontakcie z innymi ludźmi.
Ktoś mówi coś, co Cię porusza. Czujesz złość. Pojawia się impuls, żeby się wycofać. I tym razem możesz zrobić coś innego. Możesz zostać. Możesz powiedzieć: „To mnie zezłościło”. Możesz usłyszeć, że druga osoba widzi sytuację inaczej. Możesz odkryć, że różnica nie zakończyła relacji.
To może być bardzo małe doświadczenie. A jednak dla osoby, która przez lata żyła przekonaniem, że aby być blisko, trzeba się dopasować, jest to doświadczenie ogromne.
Bo nagle pojawia się możliwość trzecia.
Nie muszę wybierać między sobą a relacją.
Nie muszę albo się podporządkować, albo odejść.
Mogę pozostać przy sobie i jednocześnie pozostać w kontakcie z Tobą.
To jest być może jedna z najważniejszych rzeczy, których uczymy się w dojrzałych relacjach. Nie tego, jak nigdy nikogo nie rozczarować, ale tego, że czyjeś rozczarowanie nie musi oznaczać utraty więzi. Nie tego, jak zawsze być rozumianą, ale tego, że można być niezrozumianą i nadal pozostać w kontakcie. Nie tego, jak uniknąć konfliktu, ale tego, że relacja może konflikt przeżyć.
Może więc pytanie, które warto sobie zadać, nie brzmi: „Czy potrafię być sobą?”
Być może większość z nas potrafi być sobą, kiedy nikt niczego od nas nie chce.
Prawdziwe pytanie brzmi:
„Czy potrafię być sobą wtedy, kiedy ryzykuję, że komuś się to nie spodoba?”
I jeszcze trudniejsze:
„Czy potrafię uwierzyć, że ktoś może mnie nie rozumieć, nie zgadzać się ze mną, być na mnie zły — i nadal chcieć być ze mną w relacji?”
Być może właśnie tutaj zaczyna się różnicowanie.
Nie wtedy, kiedy przestajemy potrzebować innych.
Ale wtedy, kiedy przestajemy potrzebować ich zgody, żeby wiedzieć, kim jesteśmy.
